WYZWANIE Z INSANITY - CZĘŚĆ II + KALENDARZ INSANITY

15 grudnia


Przyszła pora na podzielenie się z Wami kolejną częścią moich zmagań z Insanity. Dwadzieścia cztery treningi mam za sobą. Jeśli chcecie zobaczyć jaka była różnica w sprawności między dniem pierwszym, a czternastym, zajrzyjcie tutaj. Tymczasem przedstawiam Wam opis moich zmagań. Na koniec będzie kilka ciekawostek i małe porównanie. 


Tydzień III

Poniedziałek (FIT TEST)
Chciałam dać z siebie jak najwięcej i mimo zmęczenia udało mi się uzyskać rewelacyjne wyniki.

Wtorek (Obwód Kardio-plyometryczny)
Dzisiejszy trening sprawił mi ogromną trudność. Z racji tego, że spałam znacznie krócej niż powinnam, było mi bardzo ciężko wytrwać do końca. Nie nadążałam za grupą, a kilka minut za połową treningu byłam bardzo bliska zrezygnowania.

Środa (Czyste Kardio + Kardio ABS)
Tym razem się wyspałam i byłam w stanie dać z siebie wszystko. Coraz częściej jestem usatysfakcjonowana poziomem ćwiczeń i zadowolona z siebie.

Czwartek (Kardio Regeneracja)
Nie mam pojęcia jak to jest, ale z tygodnia na tydzień ten trening jest coraz trudniejszy. Kardio regeneracja nie doprowadza do palpitacji serca, ale za to doprowadza do palących mięśni. Kiedy wykonuję ostatnie ćwiczenia z tego treningu, moje mięśnie się trzęsą z wysiłku.

Piątek (Moc i Wytrzymałość Kardio)
Kolejna chwila zwątpienia. "Bo nie ma efektów, bo to nic nie daje." Kolejny ciężki trening. Byłam zirytowana tym, że ślizgają mi się nogi na moim pocie. Potrafię już po treningu podnieść się z maty i bez większego wysiłku ściągnąć buty - jest progres! Dodatkowo nieco dłużej niż wcześniej udaje mi się utrzymywać właściwe tempo wykonywania ćwiczeń. Przerywam, bo przerywam, ale tu też widać postęp. Od dwóch dni mam zakwasy na przedniej części łydek.

Sobota (Obwód Kardio-plyometryczny)
To chyba był jeden z najlepszych, o ile nie najlepszy trening w tej serii. Jestem bardzo z siebie zadowolona. Widzę znaczny postęp!

Niedziela (Odpoczynek)
Odpoczynek. Zdecydowanie zasłużony, chociaż mniej więcej co dwie godziny łapałam się na tym, że przygotowuję się mentalnie do treningu. Ćwiczenia już chyba weszły mi w nawyk. Tydzień do końca pierwszego miesiąca. Tak daleko w moich wcześniejszych próbach skończenia Insanity nie dotarłam.


Tydzień IV

Poniedziałek (Czyste Kardio + Kardio ABS)
Udało mi się skończyć trening. Czuję, że mam coraz więcej siły, jednak wciąż jeszcze nie udaje mi się skończyć rozgrzewki bez kilkusekundowej przerwy. 

Wtorek (Moc i Wytrzymałość Kardio)
Jestem zadowolona z treningu, chociaż nie czułam powera. Może to dlatego, że pierwszy raz ćwiczyłam będąc sama w pokoju. Czuję, że przybyło mi siły. Poprawa wydolności też jest zauważalna.

Środa (Obwód Kardio-plyometryczny)
Było mi ciężko zabrać się za trening. Bałam się trochę tego co mnie czeka. Właściwie bardziej niż trochę. Ale przetrwałam! Nieco w stresie, ponieważ ćwiczyłam późno, żeby nie obudzić sąsiadki z dołu, ale stopień wykonywania ćwiczeń siłowych mnie satysfakcjonował. 

Czwartek (Kardio Regeneracja)
Z treningu na trening przekonuję się, że moje mięśnie są coraz bardziej wytrzymałe. Trening regeneracyjny. Chyba nie byłabym w stanie policzyć ile razy wypowiedziałam niecenzuralne słowo w języku angielskim. Przetrwałam, chociaż nie obyło się bez bólu. Standard.

Piątek (Czyste Kardio + Kardio ABS)
Miałam nadzieję, że ten podwójny trening będzie mnie czekał w sobotę, więc kiedy się okazało, że to dzisiaj, nie byłam zbyt zadowolona. Muszę przyznać, że jestem w szoku, bo mimo totalnego zmęczenia poradziłam sobie z tym treningiem naprawdę dobrze. Jestem zadowolona. I w końcu dostrzegam wizualnie różnicę. 

Sobota  (Obwód Kardio-plyometryczny)
Miałam w planach pizzę, więc musiałam dać z siebie wszystko. To byl trudny trening, ale przetrwałam. Nie było łatwo, ale dobrnęłam do końca pierwszego miesiąca Insanity. 

Niedziela (Odpoczynek)
Dzisiaj rozkoszuję się zakwasami na pośladkach i na dolnej połowie pleców.

Pierwszy miesiąc Insanity uważam za zamknięty! 


Odżywianie
Jeśli chodzi o jedzenie, to tylko staram się jeść zdrowo. Nie jem białego pieczywa, śmietany, słodzonych jogurtów, nie używam oleju, nie korzystam z cukru, nie piję słodzonych napojów i staram się nie jeść białego ryżu, białego makaronu i innych produktów zawierających białą mąkę. Wprowadziłam za to do swojej diety owsiankę i zwiększyłam ilość warzyw. Wiem, że to wciąż jednak znacznie za mało, żeby osiągnąć sylwetkę na której mi zależy, ale wydaje mi się, że jestem na dobrej drodze.  


W jaki sposób ćwiczę - ciekawostki

- Przyzwyczaiłam się do ćwiczenia w samej bieliźnie. Czuję wtedy, że mam większą kontrolę nad ciałem i nie czuję żadnego ograniczenia ruchów. 

- Oprócz wody muszę mieć pod ręką bawełnianą koszulkę, albo ręcznik - podczas treningów pot leje się ze mnie litrami. 

- Korzystam z maty, ale tylko do tego, żeby mokre od potu dłonie nie rozjeżdżały mi się kiedy jestem w pozycji do pompki. 

- Najchętniej ćwiczyłabym tuż po przebudzeniu, jednak ciężko mi się odpowiednio zorganizować po śniadaniu, więc wolę zrobić trening późnym wieczorem. 

- Zawsze podczas ćwiczeń towarzyszy mi pies. 


Obiecałam w poprzednim wpisie o Insanity, że jeśli uda mi się zrobić każdy trening, zdradzę Wam swoje postanowienie, więc tak też uczynię. Brzmiało ono następująco: Jeśli skończę Insanity i nie ominę żadnego treningu, zgolę włosy. Piszę "brzmiało", ponieważ tydzień temu, kiedy zanurkowałam w blogu Anwen postanowiłam, że spróbuję przywrócić kondycję moim włosom. Do rytuału picia siemienia lnianego kilka dni temu dołączyło picie drożdży. I o tyle o ile zapach drożdży uwielbiam, smak jest niesamowicie odrzucający. Tak więc jeżeli uda mi się przywrócić do ładu moje włosy, zrezygnuję z realizacji tego postanowienia. 

Obiecałam Wam także zdjęcia, więc i tej obietnicy dotrzymam. Niestety zdjęcia są wykonane przy innych źródłach oświetlenia, a ja nie potrafię stwierdzić, czy porównanie jest przekłamane, czy nie. 





Nie zapomniałam o Was, więc jeśli ktoś zaczął Insanity, może pobrać sobie kalendarz na drugą część programu. Mam nadzieję, że przypadnie Wam do gustu. Zasady korzystania takie same jak ostatnio




Na koniec napiszę, że bardzo się cieszę, że udało mi się wytrwać i nie ominąć żadnego treningu. Jestem z siebie naprawdę dumna. Przede mną jednak jeszcze miesiąc przygody z Shaunem. Determinacja na szczęście jeszcze mi nie umknęła. Trzymajcie kciuki!

Źródło zdjęcia głównego: http://pixabay.com/

  • Share:

You Might Also Like

0 komentarzy