Rozwód oczami dziecka

15 listopada










Zastanawialiście się kiedyś w jaki sposób dziecko patrzy na rozwód swoich rodziców i jaki to ma wpływ na kształtowanie jego osobowości? Jeśli jesteście ciekawi w jaki sposób ja do tego podchodzę, zapraszam do lektury. 

O osobach, które były świadkami rozwodu swoich rodziców i wychowywały się z jednym z nich mówi się  "jest z rozbitej rodziny". W przeświadczeniu wielu osób takie dzieci są ofiarami, ponieważ są zmuszone do tego, żeby cierpieć przez błędy popełnione przez rodziców. A ja się z tym nie zgadzam i zupełnie nie podoba mi się takie spojrzenie na tę kwestię. Wszystkie tego typu odniesienia są nacechowane bardzo negatywnie. Nawet są używane w trzeciej osobie, bo przecież mówiąc coś takiego dziecku, spotęguje się wyrządzoną mu krzywdę. 

Byłam świadkiem rozwodu rodziców, dlatego wiem jak się czuje dziecko w obliczu takiego faktu. Z mojej strony nie było płaczu, awantur, protestów, czy buntów. Dziecko do pewnego wieku nie ma świadomości wielu rzeczy. Czy maluch protestuje, kiedy ma jechać z rodzicami do ich znajomych? Jeśli nie jest rozpieszczony i rodzice byli w stanie mu wytłumaczyć, że świat dorosłych jest światem dorosłych i miejsce jego zabawek jest w jego pokoju, odpowiedź na to pytanie brzmi - nie. To, że rozwód moich rodziców nie był dla mnie traumatycznym przeżyciem nie za bardzo też wynikało z tego, że moja mama czytała jakieś poradniki (tak, zostałam z mamą), które podpowiedziałyby jej jak ma się w takiej sytuacji zachować.

Nie mam do nikogo żalu, nikogo o taki stan rzeczy nie obwiniałam i obwiniać nie zamierzam. Każdy przecież ma prawo do decydowania o swoim życiu.

Jeśli chodzi o relację dziecka z rodzicem, który wybrał inne życie: dziecko jest w stanie wyczuć kiedy w relacji z rodzicem coś jest nie tak i dostrzega to, że np.  jego tata nie interesuje się nim i tym co się u niego dzieje i przyjeżdża tylko co któryś weekend, żeby na godzinę, czy dwie wczuć się w rolę kochającego i troskliwego ojca, chociaż tak zażarcie w sądzie walczył o częste widzenie z dziećmi i wsuwając na pożegnanie kilka złotych na cukierki uspakajają swoje sumienie. Może nie jest tego do końca świadome, ale dziecko dostrzega takie rzeczy i czuje, że coś tu do końca nie gra. Myślę, że nie da się podtrzymać bliskiej relacji z rodzicem, który się wyprowadza, bo w tym momencie on zwyczajnie przestaje być członkiem rodziny. Owszem, na początku "ten drugi" rodzic może zarzekać się, że zrobi wszystko, żeby potrzymać bliską relację z synem, czy córką. Może nawet na początku będzie mu się to udawało, ale z czasem zacznie do niego docierać, że taki stan rzeczy nie jest dla niego najwygodniejszy i chcąc nie chcąc skończy się na ograniczonym kontakcie z byłym podopiecznym.

Oczywiście nie będę też udawała, że nie miało to wpływu na moją osobowość. Miało. I to chyba nawet znaczny, ale o tym już pisać nie będę.
Mała dygresja.
Podczas wczorajszego oglądania serialu (American Horror Story –oglądamy już czwarty sezon, polecam) przyglądałam się siostrom syjamskim. Mówiły, że nie chcą żyć złączone, że chciałyby być normalne. OK. To teraz załóżmy, że każdy ma rodzeństwo syjamskie, że to jest norma. Co teraz? Są szczęśliwe. Nie wyróżniają się. Pewnie przez myśl by im nie przyszła wizja rozdzielenia. Dlaczego o tym piszę? W wyobrażeniu dziecka rzeczywistość, w której ono się znajduje jest jedyną rzeczywistością. Dopiero gdy zaczyna dorastać, zauważa różnice między tym gdzie i jak ono się wychowywało, a jak wychowywali się inni.

Jest jeszcze jedna, bardzo istotna rzecz. Brak ojca, lub kogoś kto mógłby przejąć jego rolę przy wychowaniu córki wpływa na jej potrzebę posiadania w pobliżu starszego, doświadczonego mężczyzny. Taka kobieta podświadomie będzie szukała osoby, która będzie silna i będzie mogła być dla niej autorytetem.

Kolejną rzeczą jest fakt, że ponieważ moja mama musiała mieć w sobie sporo siły i nauczyć się samowystarczalności i takie też było moje wyobrażenie kobiety, ale dotarło do mnie, że cudownie jest na przykład czasem skorzystać z czyjejś pomocy.

_________________________________

Według danych z GUS z 2013 r.:
- liczba dzieci powierzona wyłącznie matkom: ponad 92,6%,
- liczba dzieci powierzona wyłącznie ojcom: ponad 7,3%.


Źródło zdjęcia: http://picjumbo.com/

  • Share:

You Might Also Like

1 komentarzy

  1. Mim taka sytuacja jest kompletnie obca. Miałam jednak okazje jakiś czas mieć kontakt (już jego mama mnie widzieć nie chce) z dzieckiem rozwieszonych rodziców. Syn został z matką, ale bardzo często jak tam bywałam była ta tęsknota za ojcem mimo, że spotykają się regularnie co drugi weekend i jakieś dłuższe wolne ze sobą spędzają. Obecnie już nie wiem jak sytuacja wygląda, jak wspomniałam mama tego "malucha" już nie chce sie ze mną widywać.

    OdpowiedzUsuń