Dlaczego nie ćwiczę z Ewą Chodakowską

29 listopada

Chcecie się dowiedzieć jak wyglądała moja przygoda z kobietą, która nazwała siebie Trenerką wszystkich Polek i jaki mam do niej stosunek? Czytajcie dalej. 

Ewa Chodakowska, bo o niej mowa, jest instruktorką fitness, o której mówi się, że "ruszyła Polki z kanapy". Ma 32 lata. Jest zadbana, bez grama tłuszczu na ciele, wyrzeźbiona i kobieca. Bardzo zdrowo się odżywia i regularnie trenuje. Ma na swoim koncie m.in. trzy książki, wiele programów treningowych i studio treningowe w Warszawie. Liczba jej fanów na facebook'owym fanpage'u powoli zbliża się do 1,4 miliona.

Ewa zaczęła podbijanie serc kobiet nieświadomych do końca tego, że one też mogą uprawiać sport w 2012 roku, kiedy to zdecydowała się powrócić do Polski. Pewnie pamiętacie czas, w którym Chodakowska niemal wyskakiwała z lodówki. Jest twarzą firmy Adidas, co chwilę pojawiała się na okładkach gazet, w programach telewizyjnych, a potem można na nią było trafić w Empiku na okładkach jej książek. 

Od razu napiszę, że to nie było tak, że od początku nie byłam jej zwolenniczką. Wręcz przeciwnie. Mam na półce dwie książki jej autorstwa, a na ścianie jeszcze (już końcówka listopada) wisi kalendarz, który przywiozłam z warsztatów z Ewą. Ale zacznijmy od początku. 

O istnieniu Chodakowskiej dowiedziałam się od znajomych. Jako że ja do wszystkiego, co mi nieznane podchodzę dość sceptycznie, i tu nie było wyjątku. Kiedy dziesiąty raz usłyszałam jej nazwisko postanowiłam, że dowiem się o niej czegoś więcej. Weszłam na jej fanpage i zaczęłam dowiadywać się kim jest, dowiadywać się co ma do zaoferowania w swoich programach treningowych, aż w końcu skusiłam się na wypróbowanie Skalpela, który był polecany na początek przez zwolenniczki Chodakowskiej na internetowych forach. Przyznam, że nie było mi łatwo przestawić się z biegania, trenowania na sali, albo na siłowni na ćwiczenie z matą w domu. Raz w tygodniu starałam się jednak zrobić trening.

Na Chodakowską trafiłam kilka tygodni przed końcem trzeciego sezonu serialu Gra o Tron i tak się złożyło, że kiedy sezon się zakończył, dyskusje z przyjaciółką z żywego omawiania serialowych wątków zmieniły się w rozmowy na temat najnowszych postów Ewy na jej fanpage'u. 

Wróćmy jednak do meritum. Jest czerwiec 2013 roku. Decyduję się na całkowitą zmianę dotychczasowego życia. Objawia się to między innymi rozpoczęciem ćwiczeń. Z Ewą, rzecz jasna. Ćwiczymy razem mniej więcej pięć razy w tygodniu. Robimy Skalpel. Czasem dołącza do mnie przyjaciółka. Po każdym treningu robię sobie zdjęcie na dowód kolejnego niezmarnowanego dnia (dzień bez treningu, dniem straconym - mawia Ewa). Co jakiś czas zamieniam Skalpel na Killera, albo na Szok trening. Po miesiącu jestem lżejsza o kilka kilogramów i mam pięknie wymodelowane ciało. Jestem dumna z efektów i szczęśliwa.

Co się dzieje w tym czasie na Facebook'u? Lubię niemal każdy post Ewy. Od czasu do czasu włączam się w dyskusje z osobami, które ją atakują broniąc jej. Nierzadko sama Ewa lubi moje komentarze. Nie mogę też słuchać osób, które nazywają moją Ewę produktem marketingowym. Na wszystko mam wytłumaczenie - "Nie ćwiczyli z nią.", "Ewa ma dobre serce, jest autentyczna - sama widziałam.". I tutaj następuje zwrot akcji.

Z czasem moja miłość do Ewy wygasa. Próbuję wrócić do ćwiczeń z Mel B, ale czuję, że to nie do końca to. Rozglądam się za czymś innym. Jillian Michaels? Hmm, wydaje się ciekawa. Ma charyzmę, charakter, potrafi krzyknąć, zmobilizować, poci się. Czemu nie? Zrobiłam kilka treningów, ale jakoś nie zaskoczyło. Szukam dalej. Jest. Shaun T, Insanity. Dziewczyna pisze na blogu, że to jest program dla tych, którzy mieli już do czynienia ze sportem. Rewelacja! Im więcej się dowiaduję, tym bardziej chcę zacząć. Ten program to wyzwanie. Muszę tego spróbować. Odpalam pierwszy trening. Wyniki Fit Testu rozpoczynającego sześćdziesięciodniowy program zapisuję w kalendarzu Chodakowskiej. Jestem wykończona, nieco zagubiona, bo mimo tego, że ćwiczenia na bieżąco są tłumaczone, moje ciało nie do końca łapie o co w tym chodzi. Wkręcam się. Zostaję wyznawczynią Shauna T i jestem zazdrosna o Tanię - The Machine. O istnieniu fanpage'a Chodakowskiej zdążyłam zapomnieć. Kilka miesięcy temu przejadła mi się słodycz, którą Ewa częstuje swoich wyznawców i kliknęłam Unlike

Jakiś czas po rozpoczęciu przygody z Insanity włączyłam trening Chodakowskiej. Widziałam wcześniej różnice między Shaunem a Chodakowską, ale nie spodziewałam się, że ten kontrast będzie aż tak duży

Na początek: 

* Chodakowska się nie poci. 
* Chodakowska nie krzyczy ze zmęczenia.
* Chodakowska nie ma przyspieszonego oddechu podczas ćwiczeń.
* Chodakowska ćwiczy w makijażu.
* Chodakowska skacze tak, jakby uważała, żeby sobie nie złamać paznokcia.
* Chodakowska robiąc ćwiczenia, które palą mięśnie, sprawia wrażenie jaby uprawiała jogę.
* Chodakowska na nagraniu ćwiczy sama (wyjątek - Trening z gwiazdami), co odbieram mniej więcej tak - patrz na mnie, zobacz jaka jestem piękna, opanowana, spokojna i kobieca.
* Chodakowska mówi głosem tak spokojnym, że jedynym sposobem, żeby to wytrzymać, jest śmianie się z niej.
(Nie wspominam już o tym, że Chodakowska bardzo często w nagraniach treningów reklamuje jakąś firmę/produkt).


OK, teraz kolej na Shauna: 

* Poci się!
* Widać, że czasem ma dość (sam Shaun!).
* Ćwiczy z ekipą świetnych ludzi, przez co nie czuję się wyobcowana i jest mi raźniej.
* Ludzie są ubrani tak, żeby było im wygodnie (trening to nie rewia mody).
* Nie czuję się dziwnie kiedy jestem przepocona i zdyszana, bo pozostali czują się i wyglądają podobnie.
* Shaun T krzyczy. Krzyczy głośno.
* Nie odnośni się wrażenia, że każdy ruch jest wyreżyserowany.
* Każdy daje z siebie wszystko i to widać.
* Zespół Shauna ćwiczy na zwykłej sali gimnastycznej, więc nie mam poczucia, że mój pokój "gryzie się" z tym idealnym obrazkiem, który widzę na ekranie.

Wnioski? Chodakowska nie jest człowiekiem! Jest ładnie zapakowanym, wyidealizowanym i dopracowanym produktem, podczas gdy Shaun T potrafi na Ciebie krzyczeć, żeby Cię zmobilizować i razem z Tobą przeklinać poziom trudności ćwiczeń, które w danym momencie robicie. 

No i co ja mogę na koniec napisać? Byłam ślepa, bo chciałam być ślepa. Chodakowska mnie kupiła swoim spokojem i dobrym sercem. A wiecie jak to działa? Ona odniosła sukces. Pewnie Ewa jak każdy ma problemy, ale otacza się ludźmi, którzy wyznają jej filozofię i - najważniejsze - nie musi się martwić o pieniądze. Człowiek, który jest w takiej sytuacji materialnej jak ona może być spełniony, szczęśliwy i "kochać swoje serca", które pójdą za nim wszędzie. Mnie się odmieniło. Teraz mogę powiedzieć, że Chodakowska jest produktem, co nie znaczy też, że nie doceniam tego, co zrobiła dla Polek. Bo trzeba przyznać, że nawet jeśli robiła to tylko dla materialnego zysku, to udało jej się wypromować branżę fitness, dać wiarę kobietom w to, że mogą odzyskać pewność siebie, zawalczyć o swoje szczęście i że każda z nich może "być co dzień lepszą wersją wczorajszej siebie".

  • Share:

You Might Also Like

0 komentarzy