Dlaczego nie ćwiczę z Ewą Chodakowską

29 listopada
Chcecie się dowiedzieć jak wyglądała moja przygoda z kobietą, która nazwała siebie Trenerką wszystkich Polek i jaki mam do niej stosunek? Czytajcie dalej. 

Ewa Chodakowska, bo o niej mowa, jest instruktorką fitness, o której mówi się, że "ruszyła Polki z kanapy". Ma 32 lata. Jest zadbana, bez grama tłuszczu na ciele, wyrzeźbiona i kobieca. Bardzo zdrowo się odżywia i regularnie trenuje. Ma na swoim koncie m.in. trzy książki, wiele programów treningowych i studio treningowe w Warszawie. Liczba jej fanów na facebook'owym fanpage'u powoli zbliża się do 1,4 miliona.

Ewa zaczęła podbijanie serc kobiet nieświadomych do końca tego, że one też mogą uprawiać sport w 2012 roku, kiedy to zdecydowała się powrócić do Polski. Pewnie pamiętacie czas, w którym Chodakowska niemal wyskakiwała z lodówki. Jest twarzą firmy Adidas, co chwilę pojawiała się na okładkach gazet, w programach telewizyjnych, a potem można na nią było trafić w Empiku na okładkach jej książek. 

Od razu napiszę, że to nie było tak, że od początku nie byłam jej zwolenniczką. Wręcz przeciwnie. Mam na półce dwie książki jej autorstwa, a na ścianie jeszcze (już końcówka listopada) wisi kalendarz, który przywiozłam z warsztatów z Ewą. Ale zacznijmy od początku. 

O istnieniu Chodakowskiej dowiedziałam się od znajomych. Jako że ja do wszystkiego, co mi nieznane podchodzę dość sceptycznie, i tu nie było wyjątku. Kiedy dziesiąty raz usłyszałam jej nazwisko postanowiłam, że dowiem się o niej czegoś więcej. Weszłam na jej fanpage i zaczęłam dowiadywać się kim jest, dowiadywać się co ma do zaoferowania w swoich programach treningowych, aż w końcu skusiłam się na wypróbowanie Skalpela, który był polecany na początek przez zwolenniczki Chodakowskiej na internetowych forach. Przyznam, że nie było mi łatwo przestawić się z biegania, trenowania na sali, albo na siłowni na ćwiczenie z matą w domu. Raz w tygodniu starałam się jednak zrobić trening.

Na Chodakowską trafiłam kilka tygodni przed końcem trzeciego sezonu serialu Gra o Tron i tak się złożyło, że kiedy sezon się zakończył, dyskusje z przyjaciółką z żywego omawiania serialowych wątków zmieniły się w rozmowy na temat najnowszych postów Ewy na jej fanpage'u. 

Wróćmy jednak do meritum. Jest czerwiec 2013 roku. Decyduję się na całkowitą zmianę dotychczasowego życia. Objawia się to między innymi rozpoczęciem ćwiczeń. Z Ewą, rzecz jasna. Ćwiczymy razem mniej więcej pięć razy w tygodniu. Robimy Skalpel. Czasem dołącza do mnie przyjaciółka. Po każdym treningu robię sobie zdjęcie na dowód kolejnego niezmarnowanego dnia (dzień bez treningu, dniem straconym - mawia Ewa). Co jakiś czas zamieniam Skalpel na Killera, albo na Szok trening. Po miesiącu jestem lżejsza o kilka kilogramów i mam pięknie wymodelowane ciało. Jestem dumna z efektów i szczęśliwa.

Co się dzieje w tym czasie na Facebook'u? Lubię niemal każdy post Ewy. Od czasu do czasu włączam się w dyskusje z osobami, które ją atakują broniąc jej. Nierzadko sama Ewa lubi moje komentarze. Nie mogę też słuchać osób, które nazywają moją Ewę produktem marketingowym. Na wszystko mam wytłumaczenie - "Nie ćwiczyli z nią.", "Ewa ma dobre serce, jest autentyczna - sama widziałam.". I tutaj następuje zwrot akcji.

Z czasem moja miłość do Ewy wygasa. Próbuję wrócić do ćwiczeń z Mel B, ale czuję, że to nie do końca to. Rozglądam się za czymś innym. Jillian Michaels? Hmm, wydaje się ciekawa. Ma charyzmę, charakter, potrafi krzyknąć, zmobilizować, poci się. Czemu nie? Zrobiłam kilka treningów, ale jakoś nie zaskoczyło. Szukam dalej. Jest. Shaun T, Insanity. Dziewczyna pisze na blogu, że to jest program dla tych, którzy mieli już do czynienia ze sportem. Rewelacja! Im więcej się dowiaduję, tym bardziej chcę zacząć. Ten program to wyzwanie. Muszę tego spróbować. Odpalam pierwszy trening. Wyniki Fit Testu rozpoczynającego sześćdziesięciodniowy program zapisuję w kalendarzu Chodakowskiej. Jestem wykończona, nieco zagubiona, bo mimo tego, że ćwiczenia na bieżąco są tłumaczone, moje ciało nie do końca łapie o co w tym chodzi. Wkręcam się. Zostaję wyznawczynią Shauna T i jestem zazdrosna o Tanię - The Machine. O istnieniu fanpage'a Chodakowskiej zdążyłam zapomnieć. Kilka miesięcy temu przejadła mi się słodycz, którą Ewa częstuje swoich wyznawców i kliknęłam Unlike

Jakiś czas po rozpoczęciu przygody z Insanity włączyłam trening Chodakowskiej. Widziałam wcześniej różnice między Shaunem a Chodakowską, ale nie spodziewałam się, że ten kontrast będzie aż tak duży

Na początek: 

* Chodakowska się nie poci. 
* Chodakowska nie krzyczy ze zmęczenia.
* Chodakowska nie ma przyspieszonego oddechu podczas ćwiczeń.
* Chodakowska ćwiczy w makijażu.
* Chodakowska skacze tak, jakby uważała, żeby sobie nie złamać paznokcia.
* Chodakowska robiąc ćwiczenia, które palą mięśnie, sprawia wrażenie jaby uprawiała jogę.
* Chodakowska na nagraniu ćwiczy sama (wyjątek - Trening z gwiazdami), co odbieram mniej więcej tak - patrz na mnie, zobacz jaka jestem piękna, opanowana, spokojna i kobieca.
* Chodakowska mówi głosem tak spokojnym, że jedynym sposobem, żeby to wytrzymać, jest śmianie się z niej.
(Nie wspominam już o tym, że Chodakowska bardzo często w nagraniach treningów reklamuje jakąś firmę/produkt).


OK, teraz kolej na Shauna: 

* Poci się!
* Widać, że czasem ma dość (sam Shaun!).
* Ćwiczy z ekipą świetnych ludzi, przez co nie czuję się wyobcowana i jest mi raźniej.
* Ludzie są ubrani tak, żeby było im wygodnie (trening to nie rewia mody).
* Nie czuję się dziwnie kiedy jestem przepocona i zdyszana, bo pozostali czują się i wyglądają podobnie.
* Shaun T krzyczy. Krzyczy głośno.
* Nie odnośni się wrażenia, że każdy ruch jest wyreżyserowany.
* Każdy daje z siebie wszystko i to widać.
* Zespół Shauna ćwiczy na zwykłej sali gimnastycznej, więc nie mam poczucia, że mój pokój "gryzie się" z tym idealnym obrazkiem, który widzę na ekranie.

Wnioski? Chodakowska nie jest człowiekiem! Jest ładnie zapakowanym, wyidealizowanym i dopracowanym produktem, podczas gdy Shaun T potrafi na Ciebie krzyczeć, żeby Cię zmobilizować i razem z Tobą przeklinać poziom trudności ćwiczeń, które w danym momencie robicie. 

No i co ja mogę na koniec napisać? Byłam ślepa, bo chciałam być ślepa. Chodakowska mnie kupiła swoim spokojem i dobrym sercem. A wiecie jak to działa? Ona odniosła sukces. Pewnie Ewa jak każdy ma problemy, ale otacza się ludźmi, którzy wyznają jej filozofię i - najważniejsze - nie musi się martwić o pieniądze. Człowiek, który jest w takiej sytuacji materialnej jak ona może być spełniony, szczęśliwy i "kochać swoje serca", które pójdą za nim wszędzie. Mnie się odmieniło. Teraz mogę powiedzieć, że Chodakowska jest produktem, co nie znaczy też, że nie doceniam tego, co zrobiła dla Polek. Bo trzeba przyznać, że nawet jeśli robiła to tylko dla materialnego zysku, to udało jej się wypromować branżę fitness, dać wiarę kobietom w to, że mogą odzyskać pewność siebie, zawalczyć o swoje szczęście i że każda z nich może "być co dzień lepszą wersją wczorajszej siebie".
  • Share:

Małe jest piękne - Buldog angielski - ZDJĘCIA!

27 listopada
Tym razem coś dla oka. 

Buldog angielski. Wiele razy spotkałam się z opinią, że mój zwierz jest tak brzydki, że aż ładny. Ja jednak cały czas widzę w nim małego słodziaka. 

Przedstawiam Wam przeurocze szczenięta z hodowli Adorable Isabulla!

Mały buldog angielski

Mały buldog angielski

Małe buldogi angielskie

Mały buldog angielski

Mały buldog angielski

Małe buldogi angielskie

Mały buldog angielski

Małe buldogi angielskie

Małe buldogi angielskie

Mały buldog angielski

Mały buldog angielski

Mały buldog angielski

Małe buldogi angielskie

Mały buldog angielski

Mały buldog angielski

Mały buldog angielski

  • Share:

O ''fotografach'' słów kilka

25 listopada
fotograf modelka studio


Zastanawialiście się kiedyś jak wygląda świat fotografii od kuchni? Oprócz tego, że robię zdjęcia, zdarza mi się też stanąć po drugiej stronie obiektywu. Jestem jednak wyczulona na pewne zachowania fotografów. Jeśli chcecie się dowiedzieć, z jakim podejściem można się zetknąć w świecie modelingu, zapraszam do lektury.

Może zacznę od tego, że jestem odbiorcą bardzo wymagającym. Nie daję się nabierać na kosztowne sesje, które w efekcie końcowym nie mają żadnego wyrazu i są bezpłciowe. Zwracam uwagę na głębię w zdjęciu, na to czy wywołuje jakieś emocje, czy intryguje i czy jest magnetyzujące. Dobra fotografia nigdy się nie znudzi. Można ją umieścić w widocznym miejscu i za każdym razem chętnie będzie się zawieszało na niej oko. 

Bardzo nie lubię też zdjęć, do których jest dorabiana jakaś tania ideologia. Przykład: kobieta stojąca naprzeciw mężczyzny z nożem za plecami. Taki motyw jest po prostu żenujący, dlatego wystrzegam się osób, które mają w portfolio zdjęcia tego typu.

Aktualnie każdy, kto może sobie pozwolić na zakup dobrej lustrzanki i nauczyć się ją obsługiwać, może obwoływać się fotografem. I tak niestety często się dzieje. Co ciekawe, nie spotkałam chyba podobnego podejścia u kobiet. Tacy "fotografowie" z chęcią zapraszają niedoświadczone modelki na sesję aktową w plenerze, albo oferują wykonanie zdjęć ślubnych, od oglądania których po prostu bolą oczy - niekorzystne kadry, nowożeńcy w dziwnych pozach, w których czują się niekomfortowo, albo zdjęcia zrobione w jakimś opuszczonym budynku. Rozumiem, że ktoś musiał zapoznać się wcześniej z portfolio takiego delikwenta i zgodzić się na zatrudnienie go, ale nie rozumiem tego zupełnego braku pokory z jego strony. Już tłumaczę. Osoba, która tworząc coś czego właściwie nie da się oglądać i żądająca za to pieniędzy, musi być przekonana, że jego praca jest tego warta, a jeśli tak jest, to żadna, nawet konstruktywna krytyka nie będzie przez niego wzięta pod uwagę. Wniosek? Taka osoba osiągnęła apogeum swoich możliwości, a wdawanie w jakąkolwiek dyskusję z nią, jest po prostu bezcelowe. 

Są też fotografowie, którzy swoją pozycją potrafią wokół swoich zdjęć zrobić niezły szum i w znacznej mierze są odbierani pozytywnie mimo tego, że ich zdjęcia, to np. niewiele więcej niż nagie piersi w dobrze oświetlonym studio. Dorabiają sztuczne ideologie do swoich fotografii i "kupują" tym samym kolejnych zwolenników swojej twórczości. Wniosek jest taki: ludzie wierzą, że warto zwrócić uwagę na smakowicie podany kąsek i nie chcą już dostrzegać tego, że okazuje się on zwykłym kotletem schabowym.

Jest jeszcze jeden typ fotografów, z którym niestety wielokrotnie się zetknęłam. Są jeszcze fotografowie, którzy rzeczywiście potrafią zrobić nawet dobre zdjęcie. Przekonani o swoich umiejętnościach potrafią załatwić sobie pokój hotelowy, saunę, albo inną kawiarnię, umówić się ze zgrabną modelką, mają dobry aparat, oświetlenie i tak udaje im się stworzyć złudzenie dobrego zdjęcia, chociaż jedyne co osiągają swoimi, to ukazanie na zdjęciu modelki jako seksownej i atrakcyjnej. Nie ma w tym żadnej głębi, niczego hipnotyzującego, interesującego. Robią jednoznaczne, choć niekoniecznie wulgarne zdjęcia. Cóż, może niewymagający inteligencji, mądrości i odrobiny tajemniczości ze strony kobiety mężczyźni lubią modelki ukazywane w taki sposób. Ok, niech będzie. Gusta są różne, można to przełknąć. Ale to jednak jeszcze nie koniec. Chciałabym zwrócić uwagę na jeszcze jeden fakt. Nierzadko tacy fotografowie są dobrze zbudowani, pewni siebie i przekonani o tym, że zasługują na to, żeby określano ich mianem mistrza. Tacy mężczyźni bardzo często za pomocą podtekstów proponują modelkom "coś więcej". Bo przecież która kobieta mogłaby się oprzeć jego urokowi osobistemu? Przecież on jest fotograficznym guru, a każda dziewczyna tylko czeka na moment, w którym mogłaby mu wskoczyć do łóżka. Uwierzcie, to nie jest tylko stereotyp. Dodam jeszcze, że tych fotografów, którzy faktycznie potrafią zrobić dobre zdjęcia i współpracują z dobrą ekipą, to też może dotyczyć.

Oczywiście wymienione przeze mnie typy fotografów stanowią tylko część fotograficznej, najczęściej niekomercyjnej branży. Jednak nie ma co się zrażać. Mnie właśnie ze względu na to, że sytuacja tak wygląda, od zawsze pochlebiają propozycje współpracy od fotografujących dziewczyn. A niestety jest ich około dziesięciokrotnie mniej. A Wy macie jakieś doświadczenia z fotografami? Jesteście zadowolone z efektów współpracy?


Źródło zdjęcia: http://commons.wikimedia.org
  • Share:

Przydatne skróty klawiaturowe systemu Windows

21 listopada
Przeciętny Polak spędza przed komputerem 132 minuty dziennie. Żeby pomóc Wam w usprawnieniu swoich komputerowych działań, przygotowałam dla Was zestaw najbardziej przydatnych skrótów klawiaturowych systemu Windows.


1. Uniwersalne:

* kopiuj: Ctrl + C. Kopiuje do schowka zaznaczony obiekt,

* wklej: Ctrl + V. Wkleja w aktywne miejsce obiekt znajdujący się w schowku,

* wytnij: Ctrl + X. Usuwa zaznaczony obiekt i umieszcza go w schowku,



* zamknij program: Alt + F4. Zamyka aktywny program,

* minimalizuj wszystkie okna: klawisz  Windows + M,

* przełącz między aplikacjami: Alt + Tab. Wypróbuj teraz! Przytrzymujesz Alt, a klawiszem Tab wybierasz aplikację,

* cofnij działanie: Crtl + Z. Jeden z moich ulubionych skrótów. Do zastosowania zarówno w przeglądarkach, jak i w pozostałych programach systemu Windows. Bo to raz przez przypadek usunęłam tekst, albo niepotrzebnie zmieniałam akapit? Ctrl + Z to mój mały wybawca.


2. Najbardziej przydatne podczas przeglądania stron internetowych, dokumentów:

* przycisk Home - w przeglądarkach internetowych przenosi na początek strony (w dokumentach na początek wiersza),

* przycisk End - w przeglądarkach internetowych przenosi na koniec strony (w dokumentach na koniec wiersza),

* przycisk Page Up - przenosi do poprzedniej strony na ekranie,

* przycisk Page Down - przenosi do następnej strony na ekranie,


* wyszukiwanie: Ctrl + F. Bardzo przydatny kiedy musimy znaleźć jakąś informację na stronie, czy w dokumencie. Wystarczy wpisać kluczowe wyrażenie i wcisnąć Enter,



3. Najbardziej przydatne podczas pracy z tekstem:

* przeskocz o wyraz: Crtl + -->,

* początek pliku: Ctrl + Home,

* koniec pliku: Ctrl + End,

* zaznacz następny/poprzedni znak: Shift + -->,

* zaznacz następny/poprzedni wyraz: Shift + Ctrl + -->,

* zaznacz do końca wiersza: Shift + End,

* zaznacz do początku wiersza: Shift + Home,

* zaznacz do tej samej pozycji pionowej w następnym wierszu: Shift + strzałka w górę/w dół,

* zaznacz wszystko: Ctrl + A.


Jak widzicie, ilość tych skrótów nie jest najmniejsza, a to jedynie część wszystkich skrótów systemu Windows. Jednak nie zrażajcie się. Skróty mają ułatwić nam życie. Początkowo ich stosowanie może nam wychodzić niezgrabnie i bardziej przeszkadzać niż pomagać, ale jak już wejdą nam w nawyk, to oprócz tego, że będziemy pracować wydajniej, będziemy dumni z posiadania nowych umiejętności. Polecam! 
Ja najczęściej korzystam z Ctrl + F i Ctrl + Z. A który skrót jest Waszym ulubionym?
  • Share:

10 porad treningowych

19 listopada
poryady treningowe fit dziewczyna

Jak dobry jest sport dla zdrowia już wszyscy wiemy, tylko nie za zawsze potrafimy zrobić ten pierwszy krok. Ja ze swojej strony mogę Wam zagwarantować, że wysiłek, który zdecydujecie się włożyć w treningi Wam się zwróci. Z nawiązką! Wzrost pewności siebie, pozbycie się zadyszki, kiedy trzeba podbiec na tramwaj, lepsze samopoczucie, czy wreszcie zadbane, piękne ciało, to tylko część korzyści, które niesie ze sobą uprawianie sportu. I to wszystko możesz osiągnąć sam. Bez wychodzenia z domu. Uwierzysz? Poniżej kilka wskazówek, które mogą Ci w tym pomóc.


1. Nie od razu Rzym zbudowano. 
Musisz pamiętać, że nie ma nic od razu. Żeby coś osiągnąć trzeba zwyczajnie zacząć. Siedzenie przed komputerem i zastanawianie się dlaczego jemu, albo jej się udało, a mnie nie nic nie zmieni. Odważ się zrobić pierwszy krok. Z drugim powinno być łatwiej. Przy piątym Twój organizm powinien sam zacząć domagać się treningu.


2. Planuj
Wiem, że możesz mieć na głowie masę obowiązków, dlatego ważne jest, żebyś zaplanował sobie dzień. Tak samo jak potrafisz się zorganizować, żeby zdążyć na ulubiony serial, możesz też postanowić sobie, że na przykład równo o 19:00 rozpoczynasz trening. I nie, nie przekładasz treningu co pół godziny siedząc na Facebook'u. Punkt 19:00 jesteś ubrany w strój do ćwiczeń. To może Cię zaskoczy, ale trening może być także zastrzykiem energii

3. Motywacja
Wyznacz sobie cel. Chcesz znów się wcisnąć w tę piękną małą czarną? A może źle się czujesz w towarzystwie kumpli, którzy regularnie odwiedzają siłownię? Dodaj do tych pragnień pozostałe korzyści z uprawiania sportu. Pamiętaj, że czy będziesz ćwiczył, czy nie - czas upłynie. Zrób więc tyle ile możesz, żeby działał na Twoją korzyść. Potrzebujesz jeszcze zachęty? 


4. Problem z ograniczeniem słodyczy?
Zjedzenie tabliczki czekolady owszem, jest przyjemne, ale tylko w trakcie jedzenia. Następstwem takiej chwilowej uciechy jest uczucie ciężkości i ogólny dyskomfort, a to skutecznie zniechęca do ćwiczeń. O szkodliwościach czekolad, batonów, gazowanych napojów, czy chipsów może już nie będę się rozpisywać. Wiedz jednak, że zjedzenie jednego, zupełnie niepozornego batona to krótkotrwała przyjemność, która ma negatywny wpływ na Twoje zdrowie, a regularny trening jest bardzo dobrą i długotrwałą, inwestycją.


5. Znaj umiar
Pamiętaj, że nie nic się nie stanie jeśli zrobisz sobie w trakcie treningu nadprogramową przerwę, albo odpuścisz wcześniej zaplanowany trening bo czujesz, że potrzebujesz czasu na regenerację. Staraj się tylko nie dopuszczać do trzydniowej przerwy między treningami. Uważaj też na to, żeby nie przeciążyć mięśni. To trening ma się dostosować do Ciebie - nie odwrotnie. Żeby nie było, omijania powtórzeń z lenistwa też nie pochwalam. ;)


6. Znajdź coś dla siebie
Nie zmuszaj się do biegania, jeśli na samą myśl ogarnia Cię niechęć. Znajdź coś dla siebie. Zapisz się na lekcje tenisa, squasha, albo skocz do pobliskiej siłowni. Możesz też poszukać czegoś w Internecie. Rozejrzyj się, poczytaj, znajdź kogoś, kogo treningi i osobowość Ci odpowiadają i zacznij ćwiczyć. Mel B, Jillian Michaels, albo ktoś z teamu BeachBody, jeśli lubisz niezły wycisk - Shaun T, czy Tony Horton już na Ciebie czekają! A jeśli wolisz kogoś ze znacznie spokojniejszym usposobieniem, możesz się wybrać na randkę z Chodakowską (polecam na początek Skalpel). 


7. Przygotuj sobie strój do ćwiczeń
Dobrze wiem jak to jest siedzieć przed komputerem i szukać w Internecie motywacji kiedy część Ciebie chce w końcu zacząć się ruszać, a inna arogancko Cię do ćwiczeń zniechęca. Ostatnio przeczytałam, że może Cię zmotywować wcześniejsze przygotowanie sobie stroju do ćwiczeń. Najlepiej tych, które lubisz. Sprawdzone, działa!


8. Razem raźniej
Zaproponuj znajomemu nordic walking, albo jeśli masz do dyspozycji nieco więcej przestrzeni, zaproś koleżankę, czy kolegę na wspólny trening. Pamiętaj tylko, że powinien być to ktoś, kto podziela Twoją determinację, bo w przeciwnym razie miejsce potencjalnej mobilizacji zajmie niepożądana irytacja.


9. Nie objadaj się
Już nie raz, nie dwa słyszałeś o tym, że zalecana ilość posiłków w ciągu dnia wynosi minimum pięć. Oprócz tego, że wtedy nie obciążasz żołądka i przyspieszasz metabolizm, znacznie uprzyjemniasz sobie trening. Uwierz mi, że chyba nie ma nic gorszego niż ćwiczenie po przejedzeniu. I to nic, że jadłeś trzy godziny temu, trening w takiej sytuacji to katorga, a przecież nie chcemy żeby tak było. 


10. Nie wyczekuj dnia wolnego
To może się Ci się wydać dziwne, ale nie raz z rytmu treningowego wybiła mnie chęć nadprogramowego delektowania się dniem wolnym. Nie możesz traktować dni wolnych od ćwiczeń jako wybawienia od treningowego zła i odliczać do nich czas. Nie o to w tym chodzi. Nie podejmuj się też treningowego maratonu. Szczególnie po treningach siłowych mięśnie potrzebują regeneracji. 


Pamiętaj, żeby odpowiednio się nawadniać (zupy też wchodzą w grę) i o ćwiczeniu w wygodnym obuwiu z miękką podeszwą, jeśli w treningu, który wykonujesz są podskoki. Nigdy pomijaj rozgrzewki i rozciągania. Zdecyduj czy wolisz ćwiczyć rano czy wieczorem (poranny trening dodaje energii, a wieczorny relaksuje). Nigdy nie jest za późno, żeby zacząć, bo każda chwila jest dobra na włączenie ruchu do swojego życia. A gwarantuję Ci, że warto tę przygodę ze sportem rozpocząć. 


Źródło zdjęcia:  http://commons.wikimedia.org/
  • Share:

Insanity Workout - WYZWANIE + kalendarz do pobrania

17 listopada

Na temat moich doświadczeń z Insanity słów kilka. 

Insanity jest trwającym sześćdziesiąt dni programem treningowym. Jest naprawdę bezlitosny, ale przynosi świetne rezultaty. Jego autorem jest charyzmatyczny Shaun T. Wiem, bo mam za sobą wiele prób ukończenia Insanity. Przy każdej próbie coś szło nie tak i kończyło się najczęściej tym, że ze względu na stan zdrowia byłam zmuszona opuścić jeden trening, a wtedy czułam, że nie wywiązałam się ze złożonej sobie obietnicy (nieopuszczenie żadnego treningu), a to skutecznie mnie zniechęcało do kontynuowania programu. 
Ale nie o tym chciałam, bo o tym dla kogo jest, dla kogo nie jest, jakie ma zalety, jakie ma wady oraz o kilku innych ciekawych i jakże sensownych rzeczach na temat Insanity możecie przeczytać tutaj.

Dzisiaj podejmuję się wyzwania.
60 dni z Shaunem. Wiem, że nie będzie lekko, tym bardziej, że zrobiłam sobie ponad miesięczną przerwę od ćwiczeń. Ale - tym razem się uda! Co dwa tygodnie będę informować Was o tym jak mi idzie wylewanie litrów potu i o moich obserwacjach. 

Jeśli podobnie jak ja lubisz wyzwania, miałeś do czynienia ze sportem i lubisz poczuć, że faktycznie się napracowałeś, zachęcam do rozpoczęcia tej niezwykle satysfakcjonującej formy masochizmu.
A mogę Cię zapewnić, że warto. Te treningi sprawią, że poczujesz w końcu ten ogrom siły, który w Tobie drzemie i rozprawią się z Twoją tkanką tłuszczową. Bo nie wiem czy wiesz, ale nie ma lepszego pogromcy tłuszczu, niż porządny, intensywny, regularny trening kardio. 

Dla tych, którzy mają tę odwagę, żeby przekonać się na własnej skórze jak to jest krzyczeć podczas treningu i płakać w jego trakcie, przygotowałam kalendarz Insanity. Co prawda ten dołączony do programu bez problemu moglibyście znaleźć w Internecie, ale chciałam stworzyć coś, co będzie ładnie wyglądało na Waszym pulpicie. Albo na ścianie, lodówce, czy innej mikrofali. Jeśli zdecydujesz się na tę pierwszą formę, to bez problemu, nawet w programie Paint możesz zaznaczać treningi, które masz za sobą. Jak już zaczniesz normalnie oddychać i zmyjesz z siebie i z podłogi pot, rzecz jasna.

Trzymam mocno kciuki za tych, którzy mają zamiar podjąć się wyzwania.
Za dwa tygodnie popełnię kolejną notkę na temat Insanity. Jeśli dożyję. 



____________________________
Kalendarz*:



* Przed nazwą treningu jest numer pliku z danym treningiem (ten plan treningowy jest kombinacją sześciu).


Źródło zdjęcia: shauntfitness.com
  • Share:

Rozwód oczami dziecka

15 listopada









Zastanawialiście się kiedyś w jaki sposób dziecko patrzy na rozwód swoich rodziców i jaki to ma wpływ na kształtowanie jego osobowości? Jeśli jesteście ciekawi w jaki sposób ja do tego podchodzę, zapraszam do lektury. 

O osobach, które były świadkami rozwodu swoich rodziców i wychowywały się z jednym z nich mówi się  "jest z rozbitej rodziny". W przeświadczeniu wielu osób takie dzieci są ofiarami, ponieważ są zmuszone do tego, żeby cierpieć przez błędy popełnione przez rodziców. A ja się z tym nie zgadzam i zupełnie nie podoba mi się takie spojrzenie na tę kwestię. Wszystkie tego typu odniesienia są nacechowane bardzo negatywnie. Nawet są używane w trzeciej osobie, bo przecież mówiąc coś takiego dziecku, spotęguje się wyrządzoną mu krzywdę. 

Byłam świadkiem rozwodu rodziców, dlatego wiem jak się czuje dziecko w obliczu takiego faktu. Z mojej strony nie było płaczu, awantur, protestów, czy buntów. Dziecko do pewnego wieku nie ma świadomości wielu rzeczy. Czy maluch protestuje, kiedy ma jechać z rodzicami do ich znajomych? Jeśli nie jest rozpieszczony i rodzice byli w stanie mu wytłumaczyć, że świat dorosłych jest światem dorosłych i miejsce jego zabawek jest w jego pokoju, odpowiedź na to pytanie brzmi - nie. To, że rozwód moich rodziców nie był dla mnie traumatycznym przeżyciem nie za bardzo też wynikało z tego, że moja mama czytała jakieś poradniki (tak, zostałam z mamą), które podpowiedziałyby jej jak ma się w takiej sytuacji zachować.

Nie mam do nikogo żalu, nikogo o taki stan rzeczy nie obwiniałam i obwiniać nie zamierzam. Każdy przecież ma prawo do decydowania o swoim życiu.

Jeśli chodzi o relację dziecka z rodzicem, który wybrał inne życie: dziecko jest w stanie wyczuć kiedy w relacji z rodzicem coś jest nie tak i dostrzega to, że np.  jego tata nie interesuje się nim i tym co się u niego dzieje i przyjeżdża tylko co któryś weekend, żeby na godzinę, czy dwie wczuć się w rolę kochającego i troskliwego ojca, chociaż tak zażarcie w sądzie walczył o częste widzenie z dziećmi i wsuwając na pożegnanie kilka złotych na cukierki uspakajają swoje sumienie. Może nie jest tego do końca świadome, ale dziecko dostrzega takie rzeczy i czuje, że coś tu do końca nie gra. Myślę, że nie da się podtrzymać bliskiej relacji z rodzicem, który się wyprowadza, bo w tym momencie on zwyczajnie przestaje być członkiem rodziny. Owszem, na początku "ten drugi" rodzic może zarzekać się, że zrobi wszystko, żeby potrzymać bliską relację z synem, czy córką. Może nawet na początku będzie mu się to udawało, ale z czasem zacznie do niego docierać, że taki stan rzeczy nie jest dla niego najwygodniejszy i chcąc nie chcąc skończy się na ograniczonym kontakcie z byłym podopiecznym.

Oczywiście nie będę też udawała, że nie miało to wpływu na moją osobowość. Miało. I to chyba nawet znaczny, ale o tym już pisać nie będę.
Mała dygresja.
Podczas wczorajszego oglądania serialu (American Horror Story –oglądamy już czwarty sezon, polecam) przyglądałam się siostrom syjamskim. Mówiły, że nie chcą żyć złączone, że chciałyby być normalne. OK. To teraz załóżmy, że każdy ma rodzeństwo syjamskie, że to jest norma. Co teraz? Są szczęśliwe. Nie wyróżniają się. Pewnie przez myśl by im nie przyszła wizja rozdzielenia. Dlaczego o tym piszę? W wyobrażeniu dziecka rzeczywistość, w której ono się znajduje jest jedyną rzeczywistością. Dopiero gdy zaczyna dorastać, zauważa różnice między tym gdzie i jak ono się wychowywało, a jak wychowywali się inni.

Jest jeszcze jedna, bardzo istotna rzecz. Brak ojca, lub kogoś kto mógłby przejąć jego rolę przy wychowaniu córki wpływa na jej potrzebę posiadania w pobliżu starszego, doświadczonego mężczyzny. Taka kobieta podświadomie będzie szukała osoby, która będzie silna i będzie mogła być dla niej autorytetem.

Kolejną rzeczą jest fakt, że ponieważ moja mama musiała mieć w sobie sporo siły i nauczyć się samowystarczalności i takie też było moje wyobrażenie kobiety, ale dotarło do mnie, że cudownie jest na przykład czasem skorzystać z czyjejś pomocy.

_________________________________

Według danych z GUS z 2013 r.:
- liczba dzieci powierzona wyłącznie matkom: ponad 92,6%,
- liczba dzieci powierzona wyłącznie ojcom: ponad 7,3%.


Źródło zdjęcia: http://picjumbo.com/
  • Share:

Oslo - moje spostrzeżenia + zdjęcia

13 listopada
Poniżej kilka słów na temat moich głównych spostrzeżeń, więc to będzie bardziej post z ciekawostkami na temat Oslo. O miejscach godnych zobaczenia w norweskiej stolicy postaram się napisać w osobnym poście.

Oslo. Miejsce, w którym w powietrzu czuć niełatwy do ubrania w słowa, zachwycający spokój. Nikt nikogo nie ocenia, każdy koncentruje się na swoich myślach. Dobra, są wyjątki. Udało mi się złapać kilka dżentelmeńskich i jakże pochlebnych spojrzeń od Norwegów, którzy z tego co zauważyłam, mają nieco wysublimowany gust. Tym bardziej było mi miło.

Do norweskiej stolicy wybrałam się pod koniec czerwca tego roku. Ku mojej uciesze, słońce nieustannie ze mną współpracowało i mogłam robić zdjęcia wesoło oświetlonym budynkom. Wzięłam ze sobą tylko portretowy obiektyw, więc fotografie nie obejmują całych budynków, tylko ich części, jednak to nie zmienia faktu, że i te małe i te duże do zdjęć pięknie się uśmiechały.

W porównaniu z ludźmi ze Skandynawii - muszę to napisać - jesteśmy otyli. Tak, w Oslo kobiety idące ze swoimi córkami wyglądają jak siostry. Niemal na każdym kroku widziałam ludzi jadących na rowerze, albo uprawiających jogging. Starsi i młodsi, kobiety i mężczyźni. I co się potem dziwić, że panuje tam taki spokój, skoro wszyscy są tacy zrelaksowani? Sport przecież wpływa przede wszystkim na stan umysłu, a zmiana wyglądu, jak zwykła mawiać Chodakowska, jest jedynie skutkiem ubocznym tego procesu.

Kobieta w szpilkach też nie należy do widoków codziennych w Oslo. Przynajmniej na świeżym powietrzu. Zauważyłam, że wszyscy w ubiorze stawiają przede wszystkim na wygodę. Nie oszukujmy się, spacerowanie w szpilkach nie należy do przyjemności. Po co sobie życie utrudniać? Znacznie lepiej wsunąć zgrabne stopy w baleriny, a w windzie, po drodze do gabinetu dyskretnie zmienić na wrzucone rano w torebkę szpilki (bo nie takie rzeczy miały okazję mieścić się w damskiej torebce). Wilk syty i owca cała, a zamiast jechać samochodem, żeby wysiąść pod samymi drzwiami i unikać kostki brukowej, albo co gorsza, kratek każdego rodzaju, można z czystym sumieniem skusić się na przyjemny i dobry dla zdrowia spacer.

Prawdopodobieństwo trafienia na punkt ładowania prądem samochodów było zbliżone do prawdopodobieństwa trafienia na barierkę do przypinania rowerów w nieco większym polskim mieście, co prowadzi do konkluzji, że samochody elektryczne mają w Norwegii znacznie więcej zwolenników niż w Polsce. Nie dało się nie zauważyć, że Norwedzy bardzo dbają o mienie publiczne. Żadnych papierków na chodnikach, popisanych ławek, czy graffiti w nieodpowiednich miejscach. Zamiast tego równo skoszona, wesoło rosnąca trawa w parkach, czyste, niezniszczone place zabaw i równo zaparkowane, maksymalnie blisko krawędzi chodnika, równie zadbane jak wszystko inne of course, samochody. 

Teraz uwaga, bo wyznaję: mieszkając w Oslo byłabym skłonna nawet polubić dzieci. Dlaczego? Nie było mowy o tym, żeby zobaczyć gdzieś płaczące, wyrywające się, albo bezczelnie domagające się czegoś dziecko. Maluchy były ciche, spokojne, pogodne i nie sprawiały wrażenia rozpieszczonych. Krótko pisząc - w Oslo żyją dzieci idealne

Kolejnym zaskoczeniem były dla mnie cmentarne parki. No właśnie. Nawet brzmi nie do końca smacznie, prawda? W rzeczywistości jednak cmentarze prezentują się naprawdę dobrze. Skromne, minimalistyczne nagrobki, zielona trawa, rosnące w ziemi przy nagrobkach kwiaty ozdobne i ławeczki przy betonowych ścieżkach. Nic, tylko wziąć w rękę książkę (albo czytnik - jak kto woli) i konsumować ją delektując się cudownym nastrojem tego owianego subtelnym sentymentem miejsca. Albo wziąć psa na spacer. Nie wierzycie? W załączonych zdjęciach znajdziecie kilka z cmentarnego parku. 

Enjoy!

Dziewczyny w Oslo Norwegia




Dziewczyna fit w Oslo, Norwegia
Chłopak z psem, brązowy labrador, Oslo

Cmentarz Oslo Norwegia


Cmentarz Oslo Norwegia

Cmentarz  Oslo Norwegia


Pomnik Karola XIV Jana Oslo przed Pałacem Królewskim


Gwardziści Pałac Królewski Oslo


Para nad Morzem Północnym w Oslo


Statek w Oslo, Morze Północne


Statek w Oslo, Morze Północne






Widok z samolotu, Poznań Ławica
Widok z samolotu | Port lotniskowy Poznań Ławica

  • Share: